czwartek, 9 maja 2013

3.

03.02, 11:24, dom Harry'ego. 

Kiedy się obudziłam, pierwsze o czym pomyślałam, to to, że jestem głodna. A że przywykłam do robienia sobie śniadania, zeszłam do kuchni. Nie spodziewałam się, że zastanę tam już Harry'ego pałaszującego miskę płatków.
- Eee... - wyjąkałam na 'przywitanie'.
- Ładna piżamka - zachichotał, a ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, że stoję tam w krótkiej bluzeczce z kucykiem Pony i w różowych majtkach. 
Zaczerwieniłam się i spróbowałam znaleźć coś zawstydzającego u niego, ale do głowy przychodziło mi tylko coś w rodzaju 'ładne dołeczki' co brzmiało bardziej jak komplement  Cholera, czemu ten chłopak musi być taki... bez skazy? Kiedy dotarło do mnie, o czym właśnie pomyślałam, moja twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. W duchu dziękowałam, że Harry nie umie czytać w moich myślach i zabrałam się za przeszukiwanie szafek. 
- Pomóc ci w czymś? - zaproponował, cały czas z rozbawieniem przyglądając się, jak szukam opakowania płatków. Niestety, bez rezultatu.
- Jak na to wpadłeś? Przecież do tego trzeba być co najmniej... genialnym! - odparłam z przekąsem, pozwalając, żeby nasypał mi płatków do miski i zagrzał to w mikrofali. Ja w tym czasie usiadłam przy stole, przeglądając jakieś modowe czasopismo, które leżało obok. 
Po chwili Harry postawił miskę przede mną, życząc smacznego. 
- Czuję się zaszczycona, jedząc coś, co przygotowałeś własnoręcznie. T y przygotowałeś, a nie Sandy - powiedziałam, uśmiechając się sztucznie. 
- Mogę być z tobą szczery? 
- Jeżeli musisz - mruknęłam, przewijając kolejne strony gazety. 
- Jesteś najdziwniejszą dziewczyną, jaką znam - wyszczerzył się i posłał 'całuska' w powietrzu. 
- W sumie to mi to nie przeszkadza. Pod jakimś względem, będziesz wspominał mnie jako tą 'naj', nawet jeśli chodzi o bycie dziwnym - odparłam nadal się ironicznie uśmiechając. 
- Narzekasz na moje zachowanie, po czym sama zachowujesz się jakbyś myślała, że tobie się wszystko należy - kontynuował, nie przejmując się moją wypowiedzią. 
W głębi serca wiedziałam, że ma rację. Że to ja powinnam coś w sobie zmienić, przestać traktować go jak wroga. Ale przerażała mnie sama wizja 'Shelia i Harry best friends forever'. No bo to zupełnie nie ma sensu. Bo nie ma, prawda? 
- Masz rację. Przepraszam - powiedziałam, sprawiając, że Harry'emu odjęło mowę na parę minut.
- Wow... myślałem, że będzie trudniej.
- Uznajmy, że to spóźniona urodzinowa niespodzianka  - powiedziałam. Mimo tego wszystkiego, wiedziałam, że nasza relacja nie będzie... zwyczajna. Taka jak inne znajomości chłopak-dziewczyna. Chyba nie umiem odnosić się do Harry'ego chociaż bez odrobiny sarkazmu. Jednak uważam, że i tak jest lepiej niż na początku... jeśli w ogóle mogę użyć tego sformułowania, w końcu jestem tu AŻ trzy dni. 
- To może pozwiedzamy dziś Londyn? - zaproponował. 
- Nie fatyguj się, Niall już mnie wtajemniczył. 
- No cóż, wygląda na to, że się trochę spóźniłem.
- A nawet bardziej niż 'trochę'. Ale nie martw się, ciebie pierwszego oprowadzę po Paryżu. 
- Czyli masz zamiar udać się ze mną do Paryża? - uśmiechnął się zawadiacko, a ja poczerwieniałam.
- Noo... jeśli nadarzy się taka sposobność - bąknęłam. 
- Mam cię! - zaśmiał się.
- Niech ci będzie - westchnęłam i nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. - Londyn już co prawda widziałam, ale przydałoby mi się udać na zakupy. Co ty na to, żebyś został moim przewodnikiem? 
- Zakupy? Przytaszczyłaś ze sobą walizkę pełną ubrań - jęknął. 
- To co, przecież być w Anglii i nie zrobić zakupów, to jak być w kinie i nie kupić popcornu. A więc zgoda? 
- Zgoda... ale wiem już, że będę tego żałował. 

13:51, galeria handlowa w centrum Londynu

Spojrzałam na Harry'ego wściekłym wzrokiem. 
- To tylko jeden sklep, po co ta złość? - mruknął i przekroczył próg KOLEJNEGO (z podwójnym naciskiem na to słowo) butiku. Wywróciłam oczami i chcąc nie chcąc, weszłam za nim. Jak się nad tym zastanowić, ta sytuacja była nawet całkiem śmieszna. No, chyba, że było się na moim miejscu. Wyobrażałam to sobie mniej więcej tak: ja i Harry, kilka sklepów, kilka nowych drobiazgów  a no cóż... było inaczej, lekko mówiąc. Od dłuższego czasu, Harry w najlepsze oddawał się zakupom, wchodził do każdego możliwego sklepu, ja byłam cholernie zmęczona, a mimo to musiałam chodzić za nim. Źle się czułam z tym, że on w jakimś sensie ma nade mną przewagę. Bez niego chyba do rana nie wyszłabym z tego marketu, więc nie miałam wyboru, musiałam znosić jego zamiłowanie do zakupów. 
- Jesteś najbardziej rozpieszczonym chłopakiem jakiego znam - powiedziałam szczerze, chodząc wśród półek z drogimi ubraniami. Musicie wiedzieć, że Harry gustował wyłącznie w takich, nie dało się przeoczyć. 
W sumie to mi to nie przeszkadza. Pod jakimś względem, będziesz wspominała mnie jako tego 'naj', nawet jeśli chodzi o bycie rozpieszczonym - zacytował mnie i posłał szeroki uśmiech w moją stronę. 
- Wkurzasz mnie - burknęłam.
- Miałaś być miła - wyszczerzył się jeszcze bardziej, a ja z trudem opanowałam złość. 
- Nieważne. Po prostu stąd chodźmy, w porządku?
- A nie chcesz czegoś ze mną zjeść? - zapytał i puścił oczko, czym wytrącił mnie z równowagi.
- Harry, na miłość boską! Nie chcę nic z tobą jeść! Jedyne czego chcę, to stąd iść! Czy twój mały mózg jest w stanie to pojąć?! - wydarłam się na niego, czym doprowadziłam go do uczucia satysfakcji, a ja sama się zaczerwieniłam, bo ludzie gapili się na mnie jak na wariatkę. W końcu JA, taka nic nieznacząca JA odważyła się opieprzyć samego HARRY'EGO STYLESA. 
Nie sądziłam, że to możliwe, ale reakcja Harry'ego rozzłościła mnie jeszcze bardziej. Zaczął się ze mnie bezczelnie śmiać. 
- Wybacz, ale hahahaha, kiedy się złościsz to hahaha, na czole haha robi ci się haha taka żyłka hahahaha.
- No to rzeczywiście, powód do śmiechu - mruknęłam z przekąsem. Byłam na niego wściekła.
- Sama zobacz - powiedział i obrócił mnie w stronę jednego z licznych luster. Nie zdążyłam jeszcze ochłonąć, więc moja żyłka nadal pulsowała. Chciałam być poważna i obrażona, ale nie dałam rady. Po kilku sekundach zanosiłam się śmiechem, tak samo jak Harry. Za każdym razem, gdy na siebie spojrzeliśmy, owocowało to w nowy wybuch śmiechu. W końcu udało nam się trochę opanować no i złapać oddech.
- Nie chcę cię niepokoić, ale każdy się gapi. Może zwiejemy stąd, zanim zaczną piszczeć na mój widok? 
- Pomysł z wyjściem całkiem niezły, ale nad skromnością mógłbyś popracować - skwitowałam i 'ruszyłam' w stronę wyjścia (czyt. podążałam za Harry'm uważając, żeby się nie zgubić). 
- Cały czas pracuję - posłał mi szelmowski uśmiech.
- Jak widać bez skutku - droczyłam się z nim, na co wzruszył ramionami. 
- Widać, że ktoś ma tu kłopoty z dotrzymywaniem słowa - powiedział po chwili półżartem półserio. 
- Nie rozumiem. 
- No przecież mówiłaś, że nie będziesz taka sarkastyczna - wypomniał mi i włożył ręce do kieszeni markowych dżinsów. 
W międzyczasie zdążyliśmy wyjść ze sklepu. Powietrze było ciężkie i duszne, a nad nami zebrały się czarne chmury. Włosami bawił się dość silny wiatr. Blond kosmyki co chwilę plątały moją twarz, co było irytujące.
 - Zapowiada się, że będzie burza - stwierdził Harry. Miałam ochotę odpowiedzieć coś w rodzaju 'No nie! Jak na to wpadłeś???', ale ostatkiem sił się powstrzymałam. W końcu postanowiłam coś zmienić. 
- Znając moje szczęście, nie dotrzemy do domu zanim zacznie padać - powiedziałam, patrząc w niebo. Lubiłam burze, ale tylko wtedy, gdy byłam w domu, bezpieczna, najlepiej z kubkiem parującej herbaty w ręku. 
- Tylko, że... ja jeszcze muszę zajść w jedno miejsce - przyznał, jakby bojąc się mojej reakcji. No i prawidłowo. 
- Co?! Przecież zaraz lunie - popatrzyłam na niego z miną 'popukaj się w czoło, nie ma mowy', ale on nie zamierzał ustąpić. 
- To naprawdę ważne. Poza tym poczekasz w środku - przekonywał mnie. 
- Niech ci będzie - westchnęłam. 

Po kilkunastu minutach marszu (deszcz na szczęście nie zdążył nas złapać) znaleźliśmy się w ogromnym studio. Było tu chyba około czterech pięter, milion korytarzy i jeszcze więcej drzwi. 
Przed jednymi z nich, czekała Taylor. Była obok wysokiego mężczyzny w garniturze, który, jak się okazało, był jej menadżerem. 
Harry po drodze wyjaśnił mi, że Tay ma podpisywać kontrakt o wydanie płyty i on chce po prostu być przy niej. To całkiem słodkie, gdyby nie fakt, że... to nadal Harry. 
- Chodźmy - nakazał po krótkim czasie menadżer dziewczyny. Prowadził nas przez długi korytarz prawie na sam jego koniec. Wreszcie stanął naprzeciwko jednych z wielu dębowych drzwi i zapukał. Nie wiem, po co to zrobił, bo nawet nie czekał na odpowiedź, po prostu nacisnął klamkę. 
Pierwsze, co rzucało się w oczy po przekroczeniu progu, to wielkie obrazy na ścianach, każde w złotej, bogato zdobionej ramie. Przy ciemno-brązowym biurku stał czarny, skórzany fotel, w którym siedział mężczyzna. Był około pięćdziesiątki, miał na sobie granatowy garnitur i widocznie był bardzo bardzo ważny, bo Taylor cała się spięła. 
Po drugiej stronie biurka, przygotowane były trzy krzesła: jedno dla Tay, drugie dla jej menadżera, a trzecie dla Harry'ego. Widocznie będę musiała stać w kącie, właściwie to mi nie przeszkadzało, problemem było jedynie to, że nie miałam pojęcia, ile takie spotkania trwają. 

Mijało właśnie pół godziny, moje nogi były całe zdrętwiałe, a oni nie zamierzali skończyć chyba nigdy, no a przynajmniej nie przez najbliższą godzinę. Harry śledził wzrokiem kontrakt, wprowadzając gdzieniegdzie... w porządku, wprowadzając wszędzie gdzie się da poprawki. W końcu zadowolony z siebie oddał kontrakt facetowi za biurkiem. On przejrzał książkę i zaczęły się negocjacje. W międzyczasie za oknem usłyszałam głośny grzmot i przestraszona, wydałam zduszony okrzyk, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Myślałam, że ta dwójka nigdy nie skończy się targować, szczególnie z uporem Harry'ego, ale po około dwudziestu minutach Taylor mogła w spokoju podpisać kontrakt. Pierwszą osobą, która jej pogratulowała, był oczywiście Harry. Za to kiedy wyszliśmy na korytarz, uścisnęłam ją i powiedziałam: 
- Serdeczne gratulacje. Kiedy mogę spodziewać się płyty? - roześmiałyśmy się, a po chwili blondynka odciągnęła mnie na bok. 
- Mam coś dla ciebie. Traktuj to jako... prezent powitalny - uśmiechnęła się i podała mi ozdobną torebkę. Zaciekawiona zajrzałam do środka. 
- To pamiętnik? - spytałam zaskoczona. 
- Pomoże ci uporządkować myśli - mrugnęła Taylor. - Witamy w Londynie! Tylko pamiętaj, schowaj go dobrze, najlepiej do poszewki poduszki... ja tak robię - roześmiała się. 
- Jejku, Taylor... Nie mam zielonego pojęcia co powiedzieć - przyznałam. Rzadko kiedy zapominam języka w gębie, ale ona zwyczajnie mnie zaskoczyła. 
- Więc nic nie mów. Lepiej wróćmy, zanim Harry zacznie się denerwować. 
Na korytarzu, Harry rozmawiał z menadżerem Taylor, a kiedy podeszłyśmy do nich, objął blondynkę w talii i cmoknął w policzek. Muszę przyznać, że to było całkiem słodkie (nawet jak na Harry'ego) i o mało co nie wyrwałoby mi się głośne 'Awww', ale udało mi się powstrzymać. 
- To my z Harry'm idziemy na górę, tak? - zwróciła się Taylor do menadżera, chociaż również do samego loczka. 
- Eeem... możesz powtórzyć? - spytałam, niedowierzająco. 
- Jak to, nic nie powiedziałeś Shelii? - zdziwiła się Taylor.
- No bo nie było i okazji i ten no... dam ci kasę za taksówkę - podrapał się po głowie Harry. 
- Mam w dupie ciebie i twoje pieniądze, Harold. Poradzę sobie - warknęłam, odwracając się na pięcie. 
- Jesteś pewna, że w taką pogodę chcesz wracać spory kawałek do domu? - zapytał jeszcze, ale nie zamierzałam mu odpowiadać. 
Wyszłam przed ogromny budynek. Przyznaję, nie pomyślałam, na co się piszę, ale moja duma nie pozwalała mi wziąć tych pieniędzy, nawet jeśli miałabym wrócić do domu Stylesa cała przemoknięta. 
Niechętnie wyszłam przed gmach budynku, wystawiając się na deszcz. W kilka minut miałam mokre włosy, jakbym dopiero wyszła spod prysznica, a z mojego ubrania ściekała woda. 
Wściekła na siebie i Harry'ego... no okej, byłam wściekła na cały świat, szłam w deszczu, bez płaszcza albo parasolki. Na domiar złego, samochód, który właśnie przejeżdżał, ochlapał mnie wodą od stóp do głów. Nie wytrzymałam i wrzasnęłam: 
- KURWA! 
Po chwili kierowca zjechał na pobocze i odsunął szybę. Już miałam mu wygarnąć, nawet się zbliżyłam, kiedy okazało się, że za kierownicą siedzi nie kto inny, a Niall. 
- Widzę, że bardzo pragniesz się zaziębić - uśmiechnął się złośliwie, ale w pewien sposób uwodzicielsko. 
- Nic nie mów, proszę - jęknęłam i przeszłam z drugiej strony samochodu. Otworzyłam drzwiczki  i wpakowałam się na siedzenie.
- Zamoczysz mi tapicerkę! - sprzeciwił się. 
- Trzeba było się nie zatrzymywać - powiedziałam.
- Gdzie jedziemy? - spytał, ignorując to co powiedziałam przed chwilą.
- Do Harry'ego - odparłam krótko, opierając głowę o siedzenie. 
- A masz klucze? 
- Cholera - mruknęłam. - Nie pomyślałam. 
- Spokojnie. Harry pod wycieraczką zawsze trzyma zapasowe. 

No i mamy kolejny. Przepraszam, że tak długo mi zeszło i że taki nudny, no ale bywa. x