środa, 3 kwietnia 2013

1.

01. 02, 13:42 lotnisko w Londynie.

Nareszcie! Po długim locie mogłam w końcu rozprostować nogi i w pełni cieszyć się wymianą uczniowską, w której brałam udział. Od kilku godzin byłam tak podekscytowana, że nie mogłam się na niczym skupić. W efekcie czego przez cały lot nie zmrużyłam oka, a teraz nie czułam zmęczenia. 
Jak najszybciej odebrałam mój bagaż i poszłam kilkanaście kroków naprzód. W końcu zauważyłam chłopaka, starszego ode mnie o jakieś dwa lata, który trzymał w ręku kartkę z kolorowym napisem 'SHELIA'. Czym prędzej do niego podeszłam. 
- Cześć! Shelia to ja. Ty musisz być Luce? Strasznie się cieszę, że cię widzę! Jestem taka szczęśliwa, że mogłam tu przylecieć. 
- Taa, Luce to ja. Słuchaj, jest sprawa. Przez ten miesiąc zamieszkasz u mojego kuzyna, w porządku? Zresztą nie masz wyjścia. Odwiozę cię tam - powiedział i wskazał na auto stojące na zewnątrz. 
- Okej... Ale czemu nie mieszkam u ciebie? - spytałam. Nie podobał mi się ten pomysł, aczkolwiek lepsze to niż nocowanie pod mostem. 
- Dostałem prozpozycję świetnego wyjazdu, jeśli już musisz wiedzieć - burknął. Przez resztę drogi się do mnie nie odezwał ani słowem. 

Piętnaście minut później już wyjmowaliśmy moją walizkę z bagażnika. Natomiast po trzech minutach miałam przyjemność stanąć twarzą twarz z wspominanym kuzynem. Miał loki, zielone oczy, dołeczki w policzkach. Pewnie podobał się wielu, ale na mnie jego wygląd nie zrobił oszałamiającego wrażenia. Ot taki sobie, przeciętny dzięwiętnastolatek. 
- Harry, to jest Shelia. Wspominałem ci o niej - mruknął Luce i już go nie było. 
Czekałam w progu aż Harry wniesie moją walizkę do środka, ale widocznie dobre maniery były mu obce.
- Czemu nie wejdziesz? - spytał w końcu takim głosem, jakby mnie conajmniej nie cierpiał.
- Bo stoisz w drzwiach i blokujesz przejście - powiedziałam najmilej jak umiałam. No cóż, nie wyszło, bo mój ton był daleki przyjaznemu, ale cóż, przynajmniej się starałam...
Zdana sama na siebie podniosłam walizkę i wkroczyłam do domu. Od progu uderzał zapach drogich perfum i... luksusu. 
- Twoja sypialnia jest na górze, pierwsze drzwi po lewo - skinął głową na górne piętro. Widocznie uznał, że nie będzie się fatygował, żeby mnie oprowadzić. 
Wywróciłam oczami i wniosłam walizkę na górę. Muszę dodać, że mój bagaż do najlżejszych nie należał, ale nie będę się prosić o pomoc, a już zwłaszcza nie jego. 
Sypialnia, którą dostałam okazała się być wielkości mojego pokoju w Paryżu, czyli była, nieskromnie mówiąc, duża. Mieszkam w starym apartamentowcu, więc pokoje w nim nie należą do najmniejszych. Ten był jednak zupełnie inaczej urządzony. W moim pokoju wszystko jest utrzymane w dawnym stylu, nie ma mowy o skórzanych sofach, a co najwyżej pozłacanych ramach. Przyznam, że pokój przypadł mi do gustu, wiedziałam, że szybko się zadomowię. 




Powsadzałam moje ubrania do szafek i już miałam rzucić się na łóżko, ale zorientowałam się jak dokładnie jest pościelone i szkoda mi było tego zepsuć, więc usiadłam na kanapie i włączyłam laptopa. Odpisałam na kilka pierwszych wiadomości, na resztę tylko rzuciłam okiem.  Potem pochwaliłam się na Twitterze, że już dotarłam i że mój nowy pokój jest naprawdę super i właściwie na nic więcej nie miałam czasu, bo z głośnika, który wisiał w kącie mojego pokoju, usłyszałam kobiecy głos, który informował mnie, że jestem proszona o stawienie się do jadalni. Dosłownie tak powiedziała. 
Schodząc po dwa stopnie, zastanawiałam się jaki jeszcze luksus Harry ma w tym domu, ale nic nie przychodziło mi do głowy. 
Jadalnia okazała się być przestronnym, jasnym pomieszczeniem. Największą uwagę przykuwał długi, drewniany stół ze szklaną szybą. Na jednym z krzeseł siedział Harry. Dopiero teraz zauważyłam jego rękę - pokrytą tatuażami. Świetnie, czyli teraz będę bała się go dotknąć. 
- Wzywałeś mnie. A tak właściwie to nie ty, tylko jakaś kobieta. Czyżby służąca? - spytałam z nutką... no w porządku, moja wypowiedź była cała sarkastyczna. 
- Bardzo zabawne. Pewnie jesteś głodna, leciałaś z Madrytu. 
- Z Paryża - poprawiłam go przesłodzonym tonem. Znałam Harry'ego od kilkunastu minut, a już byłam pewna, że raczej się nie polubimy. - I jeśli już o tym mówimy to tak, jestem. Poproszę stek z cykorią ze świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym. 
- Chyba zapomniałaś, że już nie jesteś w Paryżu. U nas na lunch jada się spaghetti albo pizzę. Ewentualnie tosty. A więc? 
- Mogę zmienić temat? - zapytałam i nie czekając na odpowiedź dodałam: - Ty będziesz dla nas gotował? 
Na to Harry zareagował jednoznacznie. Spojrzał na mnie jakbym mu powiedziała, że mogę kilogramami jeść kiszoną kapustę i fasolkę po bretońsku popijając to wszystko colą. Obrzucił mnie dokładnym spojrzeniem, od stóp do głów, jednym słowem - nie. 
Sięgnął po najnowszy model iPhone'a, postukał parę razy w wyświetlacz i przyłożył komórkę do ucha. 
- Halo, Sandy? Cześć. Potrzebuję twojej pomocy. Nie, wszystko mam. Kwadrans? Okej. Na razie - rozłączył się. 
- Oo, czyli zapoznasz mnie ze swoją gosposią? Czymże sobie zasłużyłam na takie wyróżnienie? - mruknęłam głosem przepełnionym ironią. 
- Nie ekscytuj się tak - odburknął i nie zważając na dobre maniery (wątpię czy w jego słowniku istnieje coś takiego) wyjął telefon i zaczął pisać esemesy. 
- A właśnie - odezwał się łaskawie po około dziesięciu minutach. Spojrzałam na niego zupełnie zniechęcona co do jego osoby, czekając na to co powie. - Mam dziś urodziny i...
- Serio? Wszystkiego najlepszego! - ucieszyłam się i momentalnie zrobiło mi się głupio, że jestem taka niemiła w dniu jego święta. 
- I chciałbym zaprosić kilku znajomych - kontynuował, nie zważając na moje życzenia. Pamiętacie ten moment, w którym poczułam się niezręcznie? Już mi minęło. - Nie będzie ci to przeszkadzać? 
- Nie - ograniczyłam się do zwięzłej odpowiedzi. Po moich słowach znowu zapadła cisza, którą przerywało stukanie palca Harry'ego o ekran telefonu. 


 W jadalni unosił się zapach sosu pomidorowego. Na stole stały dwa talerze ze spaghetti, które mieliśmy zaraz skonsumować. 
- Dzięki Sandy. To dla ciebie - powiedział Harry i wręczył kobiecie stu-funtowy banknot. O mało co nie zachłysnęłam się herbatą, ale Sandy najwyraźniej się przyzwyczaiła do wysokich napiwków, bo schowała pieniądze, uśmiechnęła się i wyszła bez pożegnania. 
- A więc tak wygląda gotowanie u bogatych ludzi? - spytałam, sprawiając, że Harry na mnie spojrzał. Robi chłopak postępy.
- Naprawdę zamierzasz się teraz czepiać, że mam więcej kasy niż zwykły, przeciętny Anglik? 
Ach, no tak. Zapomniałam, że on jest wyżej niż wszyscy Anglicy (no i Francuzi) razem wzięci, jest ponadprzeciętny i w ogóle... cudowny.
- Widzę, że coś jest nie tak z twoim poczuciem humoru. Każdy PRZECIĘTNY Anglik by się teraz roześmiał. Ojej, wybacz. Zapomniałam, że ty jesteś wyjątkowy - nie pomyślcie sobie, że ja zawsze mówię z sarkazmem. Po prostu ten chłopak mnie do tego zmusza każdą swoją wypowiedzią. 
- To ty opowiadasz jakieś mało zabawne żarty. Powiedziałem, że zarabiam więcej niż przeciętny Anglik, a nie, że jestem lepszy. 
- Serio? W twoich ustach wszystko brzmi jak 'Jestem najlepszy, a wy musicie składać mi pokłony i mnie wielbić' - powiedziałam szczerze i posłałam mu przesłodzony uśmieszek.
- To tylko twoje wrażenie. 
- Wiesz, kiedy tu leciałam, myślałam sobie 'Tylko miesiąc? Pewnie strasznie szybko minie'. A teraz wiem, że ta wymiana będzie mi się bardzo dłużyć. Szczególnie chwile spędzone z tobą. 
Pierwszy raz od mojego przyjazdu Harry spojrzał mi w oczy. Nic nie powiedział tylko wpatrywał się we mnie, jakbym była arcyciekawym eksponatem w muzeum. Mimo, że trwało to około trzynastu sekund, czułam się, jakby mijały długie minuty. W końcu odwrócił wzrok i odchrząknął, a ja zawstydzona poszłam do mojej sypialni.

Nadal 01.02, tylko że jest już 20:41


Skoro Harry organizował imprezę, to pewnie zamierzał wyglądać tak, żebym pomyślała, że jest atrakcyjny. Domyśliłam się, że jego znajomi też raczej nie przyjdą w białym T-shircie i dżinsach i nie zamierzałam być gorsza. 
Postanowiłam założyć pudrową sukienkę przed kolano, która podkreślała moją jasną cerę i blond włosy. Zrobiłam lekki makijaż (nigdy nie przepadzałam za kilogramem tapety na twarzy) i stwierdziłam, że jestem już gotowa.




Zeszłam na dół punktualnie dziesięć po dziewiątej. Niski stolik w salonie był pełen słodyczy i słonych przekąsek. Spodziewałam się eleganckich potraw, a do picia drogiego szampana... Czyżby Harry uznał, że jego gości zadowoli to, co zadowoliłoby każdego przeciętnego Anglika? 
W pokoju było czterech innych chłopaków. Jeden blond-włosy, drugi był Mulatem, trzeci był ostrzyżony na krótko, czwarty miał wyjątkowo ładny uśmiech no i jeszcze Harry. 
- My się chyba jeszcze nie znamy? - zapytałam śmiało, a chłopcy momentalnie na mnie popatrzyli. 
- Wow... Harry, nie mówiłeś, że masz jakąś nową - powiedział Mulat i przybił piątkę z chłopakiem o ładnym uśmiechu. 
- To jest Shelia, na czas swojej wymiany będzie moją współlokatorką - mruknął Harry, ale zabrzmiało to raczej jak 'To jest Shelia i muszę ją znosić przez miesiąc'. 
- Więc nie jest twoją...? - nie dokończył blondyn. 
Dopiero teraz uświadomiłam sobie co mieli na myśli mówiąc 'nowa'. Że niby ja i on razem? Bardzo śmieszne. 
- Nie znosimy się - powiedziałam i uśmiechnęłam się słodko.
- A właśnie, jestem Niall - powiedział i wyciągnął w moim kierunku dłoń, a ja ją uścisnęłam. 
- Shelia - odparłam i uśmiechnęłam się, ale tym razem szczerze.
Potem przedstawili mi się pozostali. Dowiedziałam się, że Mulat to Liam, chłopak o ładnym uśmiechu to Zayn, a ten z krótkimi włosami Louis. Czekajcie, nie tak. Zayn to Mulat, krótkie włosy ma Liam, a ładny uśmiech Louis, tak dobrze. 
Po około dwudziestu minutach, kiedy zdążyłam się 'lepiej' poznać z chłopakami, do salonu weszła wysoka blondynka w czerwonej sukni za kolana. Wyglądała pięknie.



Na jej widok chłopcy krzyknęli 'Cześć Tay!', więc domyśliłam się, że jasnowłosa piękność ma na imię Taylor. Harry wstał z kanapy i ją pocałował. Ładnie razem wyglądają.
- To jest Taylor, dziewczyna Hazzy - powiedział Niall. 
- Dziękuję, ale umiem się sama przedstawić - odparła z chłodnym uśmiechem i podeszła do mnie. - Jestem Taylor. 
- Shelia - wymieniłyśmy uścisk dłoni i delikatne uśmiechy. Byłam pod wrażeniem jej urody, klasy i gracji. Na początku myślałam, że wyglądam ładnie, a teraz czułam się jak brzydkie kaczątko w obecności pięknego, dojrzałego łabędzia. 
- Przepraszam za spóźnienie. Byłabym wcześniej, ale menadżer przetrzymał mnie w sprawie jutrzejszego występu. 
- No jasne, teraz kariera powinna być na pierwszym miejscu - powiedział Harry dziwnie miłym tonem i (uwaga uwaga) uśmiechając się! 
- Oczywiście zaraz po tobie - zaśmiała się i pocałowała go w policzek. - Mam nadzieję, że uda się wam być - popatrzyła na nas. Zrobiło mi się miło, że jestem zaproszona, chociaż znamy się od... dwóch minut? 
- Jasne, że będziemy - uśmiechnął się Lou.
Potem zaczęliśmy rozmawiać. Tańce sobie darowaliśmy, bo było pięciu chłopaków i dwie dziewczyny, więc trzech byłoby zmuszonych siedzieć i patrzeć na te pary, które akurat tańczyły. 
W pewnym momencie musiałam wyjść do łazienki. Po powrocie, kiedy tylko przekroczyłam próg salonu zaczęłam kaszleć. Chłopcy zaskoczeni spojrzeli na mnie. Nie musiałam na nich patrzeć, żeby wiedzieć, co wywołało atak kaszlu. 
- Nie podoba mi się, że twój znajomy pali - powiedziałam do Harry'ego. Chyba po raz pierwszy tego wieczoru się do niego odezwałam. Po mojej wypowiedzi on i Zayn zaczęli się śmiać, a ten drugi dodatkowo powiedział 'Że co proszę?'. 
- To jego życie i może robić z nim co chce - Szlachetny Harold stanął w obronie kolegi. 
- Masz rację. Jeśli chce się truć, niech się truje, ale nie przy mnie. Jeśli, w przeciwieństwie do ciebie, ma odrobinę kultury powinien wyjść na balkon albo do szeroko otwartego okna. 
- No, Zayn... Chyba nie masz wyjścia. Z dziewczynami raczej nie ma dyskusji - powiedział Liam, a Mulat wyszedł na taras. Widać było, że jest zły, że musi zejść z kanapy, ale co ja poradzę, że mam coś co podchodzi pod astmę? No przynajmniej nie mogę przebywać w jednym pomieszczeniu z palaczem. 
- Dobrze zrobiłaś - powiedziała do mnie Taylor i puściła oczko. 
Po kilku minutach wrócił Zayn, ale bez papierosa w ręku. 
- Zadowolona? 
- Nawet nie wiesz jak bardzo - posłałam mu jeden z moich ironicznych uśmiechów. Ostatnio używałam go tak często, że bałam się, że zapomnę jak uśmiechać się 'normalnie'.

No i udało się. Skończyłam 1 rozdział i mam nadzieję, że nie wyszedł bardzo źle.:) 

1 komentarz:

  1. oh niech oni się tak nie kłócą i ironizują!
    zapraszam też na mojego bloga, dopiero zaczynam, są już 3 rozdziały, naprawdę warto! :)
    http://just-a-teenage-dirtbag.blogspot.com/
    + liczę na komentarz ;)
    xx

    OdpowiedzUsuń